Dziękuję, Panie Piotrze

Dziękuję Piotrowi Adamczykowi oraz twórcom pewnej reklamy banku za to, że zrobili coś, co kończy wszelkie dywagacje i dyskusje na temat renesansu disco polo (to właściwie oksymoron) oraz zagrożeń z tym związanych.

Dzięki tej reklamie, w której aktor, który grał papieża, parodiuje piosenkarza muzyki disco dance (kiedyś po prostu disco polo) moje dziesięcioletnie córeczki już wiedzą, że to wszystko jest dla żartu. Cała ta łatwa, lekka i przyjemna muzyka śpiewana przez trochę łysiejących 30- latków z odrobiną nadwagi i finezyjnie barwionych jeansach, których nie można kupić w żadnym zwykłym sklepie, to po prostu śmieszna muzyczna zabawa.



Dowody na to są w tej reklamie. To, co robią jej twórcy, ma z założenia być pastiszem, ale cały wic polega na tym, że pastisz niczym nie różni się od oryginału. Jest tak samo słaby estetycznie i kiepski muzycznie. I nagle balon pęka, bo zaczynamy rozumieć, że to całe disco polo jest z zasady czymś w rodzaju muzycznego, wyjątkowo łatwego w odbiorze, kabaretu.

Nie ma się co spinać i rozpaczać nad gustem naszych rodaków. Taką zabawną muzykę niskich lotów ma każdy kraj Europy. Podchodzi się do tego z dystansem. Nawet w muzycznie wysublimowanej Anglii zdarza się, że w okresie przedświątecznym trafia na listy przebojów coś, co bardziej nadaje się do cyrku, czy wesołego miasteczka. Prosty beat, wpadająca w ucho melodia i jakaś żaba, czy animowany kurczak w roli wokalisty.

No właśnie - to ostatnie daje do myślenia. Może w bardziej cywilizowanych pop kulturach ludziom po prostu nie przystoi występować na pierwszym planie takiego obciachu?

Problem w naszym przypadku jest głębszy, niż ciągoty odbiorcy masowego do tego, co proste i z przytupem. Zespół Weekend przebijając się do głównego nurtu (grają ich utwór prawie wszyscy nadawcy) nagle stał się muzyką środka obecnych czasów. Tu zaczyna się robić niebezpiecznie. Zaczyna brakować przeciwwagi. Mam nadzieję, że to tylko chwilowy przestój jeśli chodzi o produkcję dobrego rodzimego popu. Potrzebujemy nowych piosenek z dobrymi melodiami i z poprawnymi tekstami. Potrzebujemy nowego De Mono, czy Wilków. Zaczyna brakować przyzwoitej polskiej muzyki dla mas, skomponowanej przez prawdziwych muzyków i dopracowanej przez profesjonalnych producentów.

Jeśli niedługo nic się nie zmieni, to kolejny zespół z muzyką festynowo/disco/weselną trafi na to pole, które jest kompletnie niezagospodarowane. Wbije swoją flagę, wyciągnie kebaba z podwójnym mięsnym wkładem i popije whisky z colą. Zaczyna się robić coraz mniej śmiesznie...
Trwa ładowanie komentarzy...