O autorze
Telemaniak od dziecka. Cała rodzina śmiała się ze mnie żartując, że jeśli chcesz wiedzieć, kiedy zasadzić rzepę, to najlepiej spytaj Jureczka. Radzimy rolnikom i Tydzień na działce to dwa programy, które zawsze oglądałem w oczekiwaniu na Teleranek. Każdą wolną chwilę spędzałem przed telewizorem, bez względu na kraj. Nawet jak nie rozumiałem co mówią, to często same obrazy wystarczały. Miałem szczęście wychowywać się w latach 70 i 80. W wielu krajach, także w Polsce, to były złote lata telewizji. Program Sonda był dla mnie wykładnią wszystkiego, co interesujące. Nie przegapiłem żadnego Zwierzyńca, Kobry, Kabareciku Olgi Lipińskiej, czy Pegaza. Nie wszystko rozumiałem, ale oglądałem. Strasznie żałuję, że współczesna telewizja prezentuje tak kiepską ofertę dla młodych ludzi. Mam wrażenie, ze starsze pokolenia mało wiedzą o dzisiejszej młodzieży. Dla większości "dorosłych" młodzi Polacy to odmóżdżeni uczniowie gimnazjum (sic!) i roszczeniowo nastawieni absolwenci wyższych uczelni. Pracuję w telewizji już 16 lat. Zaraz po ukończeniu Anglistyki na UW dostałem pracę w nowo powstałym biurze HBO. Przeszedłem wszystkie szczeble kariery od wypełniacza przerw między filmami do producenta. Z ramienia HBO pracowałem przy 20 filmach dokumentalnych, jednym serialu i produkowałem stand-up comedy. Mam na koncie pracę przy głośnym dokumencie Czekając na sobotę. Obecnie spełnia się moje zawodowe marzenie, czyli praca w MTV. Zasiadam w międzynarodowej komisji do spraw produkcji oraz odpowiadam za antenę MTV i Vh1 w Polsce.

Zajebista dyskusja o słowie, za którym nic nie stoi

Jeszcze kilka dni temu byliśmy świadkami, jak pewna posłanka zionęła nienawiścią do połowy kraju i wszystko było w porządku. Niejeden dziennikarz setnie się bawił komentując te niedopuszczalne ekscesy, a dziś wszyscy mają problem ze słowem, które nic właściwie nie znaczy oprócz tego, że jest kolejną wersją słowa „fajne”.

W Polskiej przestrzeni publicznej każdego dnia padają setki słów, które uderzają jak bicz w godność wszystkich ludzi. Ranią i krzywdzą manifestując często skrajną arogancję, cynizm i ignorancję osób je wypowiadających. Nie będę cytował i wymieniał z nazwiska bo wszyscy wiemy o kogo chodzi i jakie słowa mam na myśli. Tych „krasomówców”, za którymi często stoi nienawiść i brak zrozumienia dla drugiego człowieka, pokazuje się w telewizji, zaprasza do studia, cytuje. I wszystko to bez nawet krzty zażenowania.



Aż tu nagle Newsweek postanawia użyć słowa „zajebiści” na okładce i mamy ogólnopolską dyskusję o tym, czy wypada. HOLLY SHIT!, chciałoby się powiedzieć. Czy to się dzieje naprawdę? Jeszcze kilka dni temu wszyscy oglądaliśmy, jak pewna posłanka zionęła nienawiścią do połowy kraju i wszystko było w porządku. Niejeden dziennikarz setnie się bawił komentując te niedopuszczalne ekscesy, a dziś wszyscy mają problem ze słowem, które nic właściwie nie znaczy oprócz tego, że jest kolejną wersją słowa „fajne”. To jest powszechnie używane słowo, które zostało dość błyskotliwie użyte w kontekście dyskusji o pokoleniu Y (Milenialsach).

Fakt, słowo „zajebisty” jest mało salonowe i ma dość wulgarne korzenie, ale jednak nie jest niczym więcej, niż dosadnym przymiotnikiem i to w dodatku niosącym pozytywny ładunek. Nikt przez to słowo nie płacze, nie cierpi. No, może za wyjątkiem nauczycieli i rodziców, którzy chcą wierzyć ,że ich Jaś nie jest taki jak reszta dzieci na podwórku. Dzięki temu, że słowo to zostało trafnie użyte, więcej ludzi zwróci uwagę na to, że trzeba się przyjrzeć Milenialsom nie dlatego, ze są inni od poprzednich pokoleń, ale dlatego, że stoi przed nim potężne zadanie. Oni muszą naprawić świat.

Milenialsi niestety muszą naprawiać to, co poprzednie pokolenia zepsuły. Nie mają wyjścia: kryzys ekonomiczny, brak pracy, kryzys wartości (poseł przepełniony nienawiścią w Prime Time TV), terroryzm. To potężni przeciwnicy. Badania na szczęście wskazują, że pomimo ciężkiej sytuacji Milenialsi zachowują optymizm. Nie wypisują na murach „No Future”, a raczej dają do zrozumienia starszym, że są rozczarowani tym, co zastali. To jest bardziej podejście typu: „Patrzcie, co zrobiliście”. Taka postawa to postawa wojownicza, która jest nadzieją dla wszystkich. Poprzednie pokolenia dały się zdominować przez system. Liczę na to, że Millenialsi dadzą radę i ten system zmienią. Nie wyjdą może na barykady, ale będą tak lawirować, by dostosować się do sytuacji i wykorzystać możliwości, które jeszcze są. Jeśli chodzi o sposób na zarabianie pieniędzy, to coraz więcej młodych ludzi obstawia kilka rzeczy na raz. Mało kto ślepo ufa korporacji i wizji jednego stabilnego etatu. Wiedzą, że to iluzja. Oni wolą mieć konkret i kilka otwartych opcji.

Jeśli Milenialsom się uda, to nie pozostanie nic innego, jak przyznać, że faktycznie są zajebiści. Trzymam za nich kciuki.
Trwa ładowanie komentarzy...