O autorze
Telemaniak od dziecka. Cała rodzina śmiała się ze mnie żartując, że jeśli chcesz wiedzieć, kiedy zasadzić rzepę, to najlepiej spytaj Jureczka. Radzimy rolnikom i Tydzień na działce to dwa programy, które zawsze oglądałem w oczekiwaniu na Teleranek. Każdą wolną chwilę spędzałem przed telewizorem, bez względu na kraj. Nawet jak nie rozumiałem co mówią, to często same obrazy wystarczały. Miałem szczęście wychowywać się w latach 70 i 80. W wielu krajach, także w Polsce, to były złote lata telewizji. Program Sonda był dla mnie wykładnią wszystkiego, co interesujące. Nie przegapiłem żadnego Zwierzyńca, Kobry, Kabareciku Olgi Lipińskiej, czy Pegaza. Nie wszystko rozumiałem, ale oglądałem. Strasznie żałuję, że współczesna telewizja prezentuje tak kiepską ofertę dla młodych ludzi. Mam wrażenie, ze starsze pokolenia mało wiedzą o dzisiejszej młodzieży. Dla większości "dorosłych" młodzi Polacy to odmóżdżeni uczniowie gimnazjum (sic!) i roszczeniowo nastawieni absolwenci wyższych uczelni. Pracuję w telewizji już 16 lat. Zaraz po ukończeniu Anglistyki na UW dostałem pracę w nowo powstałym biurze HBO. Przeszedłem wszystkie szczeble kariery od wypełniacza przerw między filmami do producenta. Z ramienia HBO pracowałem przy 20 filmach dokumentalnych, jednym serialu i produkowałem stand-up comedy. Mam na koncie pracę przy głośnym dokumencie Czekając na sobotę. Obecnie spełnia się moje zawodowe marzenie, czyli praca w MTV. Zasiadam w międzynarodowej komisji do spraw produkcji oraz odpowiadam za antenę MTV i Vh1 w Polsce.

Duma narodowa nie musi być głupia

70 proc. młodych Polaków, przedstawicieli pokolenia Milenijnego, jest dumnych z tego, że mieszka w Polsce. Jesteśmy w tyle za trendami światowymi, bo średnia wynikająca z ogólnoświatowych badań wykonanych na zlecenie Viacomu (MTV, Comedy Central, Nickelodeon) to 88 proc. Ale jednak.

Dodatkowo, 77 proc. młodych Polaków uważa, że podtrzymywanie lokalnych tradycji jest ważne. Prawdopodobnie młode pokolenie próbuje nam powiedzieć, że jest nadzieja i że są elementy polskości , które są dla nich atrakcyjne. Pomimo nieustannej propagandy porażki uprawianej przez wielu polityków, niestety często wzmacnianej przez media, są ewidentnie powody do dumy.



Duma narodowa to ostatnio gorący temat. Mam jednak wrażenie, że wielu z nas postrzega to pojęcie w dość tradycyjny sposób. Podejrzewam, że kultywujemy tę dumę narodową, którą Schopenhauer nazwał najmniej wartościowym rodzajem dumy. Według tego filozofa każdy żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego narodu. Z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich głupstw, jakie ten naród reprezentuje.

W Polsce dochodzi jeszcze jeden problem. Dumę narodową staramy się kreować za pomocą nieszczęść, niepowodzeń i porażek. Politycy odwołują się do staroświeckiej definicji patriotyzmu, który bazuje na pojęciu ofiary, a nie konstruktywizmu. Tak jest w przypadku Powstania Warszawskiego. Co roku uczestniczymy w spektaklu, który jest głównie komercjalizacją cierpienia i niepojętej, abstrakcyjnej wręcz w swoim okrucieństwie, straty.

Jako chłopiec byłem poddany tej indoktrynacji. Wychowując się na Mokotowie nie było spaceru podczas którego nie przechodziłbym obok tablicy, która mówi o tym, ilu Polaków zabili hitlerowcy. Wiedziałem, że trzeba podchodzić do tych miejsc z powagą i szacunkiem, niemniej jednak zastanawiałem się nad tym, jak to mogło się stać, że ci hitlerowcy byli tak skuteczni. Nie rozumiałem dlaczego moi rodacy byli tak skutecznie mordowani przez kogoś z zewnątrz. Dla mnie była to porażka po porażce, na każdej ulicy mojego miasta, polskiego miasta, ktoś obcy zabijał naszych i to w ogromnej ilości. Oczywiście Babcia tłumaczyła mi, że była okupacja i że na nas najechali źli Niemcy, ale zdziwienie i poczucie niesprawiedliwości, aż wreszcie kompleks niższości, pozostały na całe życie.

Powstanie może być jednak powodem do dumy, ale tej nowoczesnej, która wynika ze sprytu, pragmatyzmu, pomysłowości i ciężkiej pracy. Musimy jednak przenieść uwagę na bardziej pozytywne aspekty. Nie mówić tylko o ofiarach i poświęceniu, ale też doszukiwać się pozytywów. A przecież było sporo małych „zwycięstw”, które może nie miały decydującego znaczenia w ogólnym przebiegu Powstania, ale są dowodem na to, że Polacy nie byli tylko ofiarami i skaczącymi w przepaść lemingami. Dlaczego nie powstaną tablice pamiątkowe mówiące o tym, że w tym miejscu Powstańcy zdobyli niemiecki czołg (a przecież podczas Powstania zdobyliśmy ich kilka, w tym dwie Panthery)? Może powinniśmy, któregoś sierpnia zrobić coś, by upamiętnić miejsca, w których powstawały barykady. Wspaniałe przykłady mobilizacji i taktycznego myślenia. Bardzo ciekawą konstrukcją, często nazywaną barykadą, był przekop pomiędzy Alejami Jerozolimskimi 17 i 22. Było to jedyne połączenie Śródmieścia północnego z południowym. Innym ciekawym przedsięwzięciem saperskim, wymagającym wiedzy oraz umiejętności, był tunel pod ulicą Wiejską.

Mało co pomoże zniwelować dysproporcję, jeśli chodzi o ofiary śmiertelne. Nie uciekniemy przed tym, że zginęło około 150 tysięcy Polaków. Możemy jednak postarać się dostrzec w tej tragedii chwile, które pomogą młodym Polakom być dumnym nie tylko z tego, że byliśmy łatwym celem dla najeźdźcy i ofiarnie szliśmy na rzeź, ale także z tego, że czasami, choć na chwilę, potrafiliśmy temu najeźdźcy skopać dupę, przechytrzyć go i zwyciężyć.
Trwa ładowanie komentarzy...