Grupa naTemat

"Warsaw Shore - Ekipa z Warszawy": Pan producent się tłumaczy.

W Polsce internauci i komentatorzy zarzucają "Warsaw Shore" wiele, ale nikt, absolutnie nikt, nie użył argumentu, że to wszystko jest wymyślone.

Przyznam się bez bicia. Nie byłem przekonany, czy MTV Polska powinna produkować lokalną wersję "Ekipy z New Jersey", czyli najpopularniejszego programu w historii MTV. Głównie dlatego, że nie wierzyłem, że uda się znaleźć odpowiednich bohaterów. Obawiałem się też, czy nasze społeczeństwo jest na tyle otwarte, by przyjąć na klatę lustro, które bezlitośnie pokaże wszystko, co boli. To nie jest zwykłe lustro. To jest zwierciadło prawdy, dokładnie takie samo jak to, w którym przegląda się zła królowa w "Królewnie Śnieżce". Bez względu na to, jakiego nie miałbyś mniemania o swojej doskonałości, ono i tak ci powie, że wcale nie jest tak idealnie.



Program o ośmiu młodych osobach, dla których priorytetem życiowym jest impreza i zaliczanie, oburzył wiele osób. Ewidentnie osoby te zapomniały, jak to jest mieć 19 lat. Krytycy i obrońcy moralności piszący o upadku telewizji i o eksponowaniu patologii najwyraźniej dawno nie byli na studenckich juwenaliach. Dobra impreza, szczególnie dla dziewiętnastolatków, zawsze oznaczała to samo. Chodzi o kilka życiowych priorytetów młodego człowieka: poczuć się wolnym, sprawdzić swoją niezniszczalność i poznać fajnego chłopaka lub dziewczynę. Tak - chodzi między innymi o seks. OMG, really?!



Być może członkowie ekipy z Warsaw Shore są nadzwyczaj wyraziści, ale takie są prawa telewizji. Gdyby byli przeciętni, nikogo by nie interesowali. Są sobą i przez to wprowadzają w przestrzeń telewizyjną bardzo rzadki element szczerości i autentyczności. W świecie, gdzie wszystko jest wykreowane, udawane, często nadmuchane do granic wytrzymałości niczym różowy balon, nagle zjawiają się oni, czyli "bezkitowcy". Mówią jak jest, reagują spontanicznie, emocjonalnie i energicznie, bo w ich świecie nie ma czasu na kit, czyli na pretensjonalny bull-shit, który tak często dominuje we współczesnych relacjach międzyludzkich.



Gdy powstała hiszpańska wersja "Jersey Shore", czyli "Gandia Shore", większość hiszpańskiej widowni zastosowała mechanizm wyparcia. Hiszpanie nie przyjęli do wiadomości, że "tacy ludzie" u nich mieszkają. Zaczęli podejrzewać, że szaleni młodzi bohaterowie najpopularniejszego programu w historii MTV w Hiszpanii, to podstawieni aktorzy, bo przecież to niemożliwe, by tacy byli Hiszpanie. W Polsce internauci i komentatorzy zarzucają "Warsaw Shore" wiele, ale nikt, absolutnie nikt, nie użył argumentu, że to wszystko jest wymyślone. Daje do myślenia, co? Bez kitu, gościu.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Warsaw ShoreMTV
Skomentuj